Tytułem wstępu

Choć od dziecka moje życie zawsze bliskie było ogólnie pojętej motoryzacji (w domu, a raczej w garażu ;), pełno było pamiątkowych gadżetów z różnych rajdów – wszak tata związany był z Automobilklubem Krakowskim i Polskim Związkiem Motorowym), to zainteresowanie motocyklizmem zaczęłam rozwijać dopiero po wielu, wielu latach.

Najwyraźniej taka pasja przeszła na mnie z pokolenia na pokolenie i zapisaną ją mam w genach: babcia jeszcze przed wojną pracowała jako sprzedawca samochodów, a rodzice w czasach swej młodości brali udział w Rajdach Kormoran, Rajdach Żubrów i Rajdach Polski, a także zjeździli całą Polskę na motocyklu. Ale to było na wiele lat przed moimi narodzinami. Po nich leciwą SHL-kę ujeżdżał mój starszy brat, a mnie co najwyżej babcia zabierała „na gokarty” pod stadion „Wisły”… Potem nadeszła epoka „Motorynki”, „Komara” i „Simsona” oraz „Rometa Kadeta”.  Mimo moich próśb i błagań prezentu w postaci motoroweru nie dostałam (oczywiście w trosce o moje życie i zdrowie) i musiałam zadowolić się rowerem „Wigry 3” oraz siedzeniem na trybunie dla publiczności podczas „Auto Moto Rodeo”. Kiedy już dorosłam, szybko okazało się, że do pracy potrzebuję samochodu. Zatem w pewnym sensie moje dziecięce marzenia zaspokoiłam już samodzielnie. „Maluch” był niewiele młodszy ode mnie, ale za to na oryginalnych, włoskich częściach 😉 Wiele mnie nauczył. Np. odpalania go kijem od zmiotki kiedy urwała się linka rozrusznika; dojazdu do najbliższego mechanika na półsprzęgle, gdy „poszła” linka gazu; stalowych nerwów, kiedy przy dojeżdżaniu do skrzyżowania okazało się, że po wymianie okładzin hamulcowych te najwyraźniej zmieniły swoje położenie i w bębnie zostały same szczęki; wydłubywania paznokciem zassanej do środka gumki pompki spryskiwacza; błyskawicznego rozmrażania zamków za pomocą zapalniczki, ręcznego wycierania przedniej szyby podczas jazdy, kiedy w drodze do Zakopanego zawiodły wycieraczki, a śnieg nie chciał przestać padać; jazdy ze spadającą fajką ze świecy, co oczywiście skutkowało gaśnięciem silnika podczas każdego zatrzymania się i wymagało interwencji  kierowcy lub pasażera, który ową fajkę zakładał z powrotem; zapobiegania zamarzaniu paliwa zimą (a bywało, że panował siarczysty mróz) za sprawą pół litra denaturatu; odpalania z pomocą drugiego akumulatora, który to akumulator niczym damska torebka jeździł ze mną do pracy, a nocą oczywiście stał sobie w domu (w cieple). Zmiana koła z powodu kapcia czy wybulenia opony; wymiana żarówek i bezpieczników, montaż głośników, czy skrobanie zaszronionych szyb od środka – to była betka.

I przyszła ta chwila, kiedy w innej pracy bardzo pomocny był skuter 🙂 Pierwszą próbę zostania motocyklistką podjęłam w wieku lat 34, stając się użytkowniczką granatowo-srebrnego skuterka 50 ccm Keeway Hurricane 2T.  Model był „wypasiony”: z kufrem i zdalnym odpalaniem pilotem 🙂 Dawał radę w 2 osoby po asfaltowych drogach o różnym stopniu nachylenia. Świetnie spisywał się na górskich „kozich” dróżkach. Niczym rasowy ATV pokonywał wyboiste ścieżki i radził sobie zdecydowanie lepiej ode mnie: po takiej przejażdżce ręce bolały mnie jeszcze przez 2 dni, a na dłoniach wyskakiwały odciski 😉

Pierwszy jednoślad - skuter Keeway Hurricane
Pierwszy jednoślad – skuter Keeway Hurricane

A potem… Potem poznałam kilku motocyklistów i „przymierzyłam” się do motocykla, z którego bez trudu sięgałam do podłoża (cóż – do wysokich niestety nie należę…). I to był TEN moment.

Pierwsza przymiarka do poważnego motocykla
Pierwsza przymiarka do poważnego motocykla

A jak to było u Was? Piszcie w komentarzach 🙂

2 Replies to “Tytułem wstępu

  1. Hi! Bardzo mi się podoba Twój pierwszy wpis na blogu. Piszesz jak rasowa dziennikarka. Z opisami Twoich problemów z „maluchem” nieźle się uśmiałem:)). Opisuj podróże swoim nowym nabytkiem, wklejaj zdjęcia zabytków i co ciekawszych okolic. Chętnie poczytam, w miarę możliwości. Pozdrawiam.

    1. Dzięki za komentarz – rozpracowałeś mnie: lata temu zdarzyło mi się pracować w dość znanej (przynajmniej regionalnie) gazecie codziennej… 😉 Właśnie taki mam zamiar: z małą dawką humoru opisywać swoje motocyklowe perypetie i okraszać je zdjęciami.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *